Autor: Maciej Rajfur

25 sierpnia 2019

Kobieta i mężczyzna są sobie potrzebni

S. Anna Mikołajewicz ASC i o. Piotr Kantorski OFMConv mówili o męskości i kobiecości na Spotkaniu Młodych w Legnickim Polu.

W sobotę konferencję osobno do kobiet i do mężczyzn wygłosili kolejno – adoratorka Krwi Chrystusa s. Anna i franciszkanin o. Piotr. 

– Pan Bóg nas stworzył jako kobiety oraz jako mężczyzn i tego chciał. To jest dobre. W różny sposób przeżywamy więc świat, miłość, relacje. Dlaczego jesteśmy kolorowi? Bo Pan Bóg jest kolorowy. W Nim zawierają się wszystkie barwy. Chciał, byśmy byli dla siebie darem, uzupełniali się – mówiła s. Anna Mikołajewicz.

Zakonnica przekonywała, że obie płcie są wzajemnie sobie potrzebne. Przytoczyła fragment z Księgi Izajasza, w którym Pan Bóg posługuje się obrazem kobiety mówiąc, że jak matka pociesza swoje dziecko, tak On nas pocieszy.

– My kobiety jesteśmy często zakompleksione, ale może kompleksy pomagają nam w zmianie, że będziemy chciały być lepsze. Byle tylko nie uchwycić się kłamstwa, że musimy spełniać jakieś warunki, żeby być wystarczająco dobre. Nie musimy na nic zasługiwać – stwierdziła s. Anna.

Podkreślała, że często kobiety próbują jakoś zapracować na miłość u innych, a prawda jest taka, że nie musimy być lepsi ani gorsi, żeby być kochani. Jesteśmy kochani za nic.

– Najpiękniejsze historie kobiet to te, które uwierzył, że są kochane. Maryja musiała zaufać Bogu żeby wejść w to, co On dla niej przygotował. Ale ona wiedziała komu ufa, że Bóg ją przeprowadzi przez ciemność. Przetrwała śmierć syna na krzyżu, bo miała w sobie ufność. Ewie zabrakło zaufania w Bożą miłość – opowiadała zakonnica.

Przypomniała, że historia dialogu Ewy z Adamem to historia zwątpienia w to, że Bóg jest dobry. Ewa pomyślała, że jakiś podstęp musi być w tym, że zabroniono im spożywania owocu z „drzewo poznania dobra i zła”.

– Na wzór Maryi trzeba przypominać sobie nieustannie, komu uwierzyłyśmy i jednocześnie w tym wytrwać. Nie potrafię zrozumieć reklam kosmetyków w stylu: „jesteś tego warta”. Jak moja wartość może być porównywalna do kremu? U Pana Boga nie musimy na nic zasługiwać, na Jego miłość, uwagę, czy troskę. Nie umiemy tego przyjąć tak po prostu, bo nie jesteśmy tego nauczeni – oświadczyła adoratorka Krwi Chrystusa.

O. Piotr Kantorski zachęcał męską część spotkania młodych do oddawania życia na wzór Jezusa. Jak mówił, miarą chrześcijańskiego, prawdziwego bohaterstwa jest dobrowolne zostawienie tego, co moje i zrobienie czegoś dobrego dla drugiego. Chodzi o rezygnację z własnych pragnień i potrzeb, by drugi człowiek miał lepiej. Franciszkanin podawał za przykład biblijne postacie Jonatana i Dawida.

– Jeżeli ja potrafię dawać siebie dla kogoś, to będzie to widoczne w konkretnej relacji. Warto przeżywać Boże braterstwo. Jestem jedynakiem i zawsze chciałem mieć braci. Teraz moim współbracia w zakonie mówią: Pan Bóg się przychylił do twojego pragnienia i dał ci wielu braci – mówił o. Piotr.

Zaznaczył, że król Dawid nie był tylko superbohaterem, ale człowiekiem, który błądził i musiał się nawracać. Zakonnik dodał, że w Biblii znajdziemy kilka fragmentów, które pokazują płacz mężczyzny. To choćby sytuacja, gdy Jezus zapłakał nad swoim martwym przyjacielem Łazarzem.

– Może masz jakąś przestrzeń, z którą sobie nie radzisz. Jak nie zaczniesz się w tej intencji modlić, jak Dawid w psalmie, to nic z tego dobrego nie wyjdzie. Jeśli w tym problemie przywołasz Boże imię, Bożą obecność, zaczną dziać się cuda. Pan Bóg wyprowadzi cię drogami dla ciebie nie do wyobrażenia – tłumaczył zakonnik.

Bohaterstwem nazwał nieustanny powrót do Boga w życiu. Natomiast Duch Święty może pojawić się w życiu jak u Dawida, jak rosa – niezauważalnie, bezszelestnie.

– A my czasem oczekujemy fajerwerków, wielkich wydarzeń. Bohaterstwo na wzór Chrystusa znajdziemy w Biblii. Z dawidowego rodu, czyli z rodu tego, który był najmniejszy, rudy i trudnił się pasterstwem, pochodzi sam Mesjasz. Z tego rodu bierze się Zbawiciel. Prośmy Boga, by każdego z nas udoskonalał swoją łaską tak, jak On tego chce, nie tak, jak myśmy sobie to wymyślili – stwierdził o. Kantorski. 

Pełna fotorelacja na stronieLegnickiego Gościa Niedzielnego.

foto: Maciej Rajfur

24 sierpnia 2019

Jan Mela: Pokochaj siebie, przyznaj się do słabości i walcz

– Dla mnie dużo łatwiej było dojść na biegun, wejść na Kilimandżaro czy przebiec maraton, niż przyznać się do swoich słabości – mówił w Legnickim Polu Jan Mela, podróżnik i społecznik.

Przez bardzo wiele lat mojego życia grałem twardziela, kogoś, kto ze wszystkim daje sobie radę. Ja nie wejdę na biegun? Wejdę. Na drugi? Też wejdę. Jakby był trzeci biegun, to też bym wlazł – rozpoczął swoje świadectwo gość Spotkania Młodych.

Podkreślił, że łapiemy się często na wierze, iż można realnie przeżyć życie bez trudności. – Nie jestem tu po to, żeby opowiadać wam o sukcesach czy osiągnięciach, o których mówią niektórzy w kontekście mojego życia. Nie lubię tych słów. Góry, bieguny się doświadcza, nie zdobywa. Ciekawe, dlaczego pokora w oczach świata jest śmieszna? Dla mnie najważniejsze nie jest to, że byłem gdzieś pierwszy czy stanąłem gdzieś jako najmłodszy – opowiadał J. Mela

Kiedy po wypadku stracił rękę i nogę, uświadomił sobie, że stracił coś dużo cenniejszego – sens życia. Wydawało mu się, że funkcjonowanie jako niepełnosprawny nie ma sensu, bo należy być przecież symetrycznym, z dwiema rękami i nogami. Tak, jak Pan Bóg stworzył. – Moje życie po wypadku stało pod znakiem zapytania, przeszedłem 50 operacji pod narkozą. I myślałem sobie wtedy, że nie ma dla mnie znaczenia, czy ja to przeżyję czy nie, bo nawet jeśli wyjdę ze szpitala, to… nawet nie wyjdę sam. Bo nie będę miał nogi i ręki – wspominał podróżnik i społecznik.

Wtedy, 17 lat temu, wszystko wydawało mu się niemożliwe. Gdyby przyszedł wtedy ktoś i przekonywał go do tego, co się dzieje dzisiaj – że uwierzy realnie w Boga i nauczy się Mu dziękować za każdą rzecz, nie tylko za plusy, ale i za minusy – nie uwierzyłby wcale. – Pan Bóg mówi do nas przez trudne doświadczenia, dlatego dziękuję Mu za swoją niepełnosprawność. Gdybym nie stracił nogi i ręki, a wcześniej domu w pożarze i młodszego brata w wypadku, nie poznałbym dobrze Pana Boga. Nie wiem, dlaczego Bóg tak chciał, ale tak się potoczyło. To może brzmi śmiesznie, ale ja po pożarze miałem więcej ubrań niż przed pożarem! Dzięki pomocy ludzi. Jedzenia było tyle, co na wigilię. Jako 7-latek naprawdę się z tego cieszyłem – mówił J. Mela.

Zaznaczył, że musimy doświadczyć jakiejś straty po to, żeby paradoksalnie coś zyskać. Dzisiaj widzi, że nie ma takiej trudności, z której Pan Bóg nie byłby w stanie nas wyciągnąć. Że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Podróżnik długi czas myślał, że Kościół to nie jest jego miejsce, bo nosi w sobie zbyt wiele grzechów. Większość z nich jeszcze się powtarzała. – Słyszałem wtedy głos szatana: „To po co się spowiadasz? Przestań. Myślisz, że Pan Bóg takiego frajera jak ty wysłucha?”. A Jezus nam chce za każdym razem wybaczyć. Dla mnie dużo łatwiej było dojść na biegun, wejść na Kilimandżaro, przebiec maraton, niż przyznać się do swoich słabości – oświadczył gość Spotkania Młodych.

Apelował o to, by akceptować swoje słabości, ale z nimi walczyć. Człowiek nie jest bez grzechu, ale warto szukać sensu w każdym doświadczeniu, w drugim człowieku. Jak mówi Pismo Święte, jesteśmy powołani do odwagi i męstwa, do rzeczy wielkich, czyli dzielenia się sobą z drugim człowiekiem. – Najpierw musimy nauczyć się kochać samego siebie. Jeśli myślisz, że nie kochając siebie, będziesz w stanie pomóc drugiemu człowiekowi, to mylisz się. Tak się nie da. Pan Bóg nas stworzył na swój obraz i podobieństwo. Każdy krzywy nos powstał z jakiegoś powodu – przekonywał J. Mela. Zacytował na koniec litewskie powiedzenie: „Każda, nawet najmniejsza kałuża odbija niebo”.

22 sierpnia 2019

Młodzi w Legnickim Polu: bez oczekiwań, ale z nadziejami

Około 300 osób bierze udział w 26. Spotkaniu Młodych w Legnickim Polu. Pierwszy dzień minął uczestnikom na integracji. Uczestnicy zjechali się z różnych krańców diecezji legnickiej i nie tylko. Są bowiem także młodzi m.in. z Zielonej Góry, Świdnicy, a także Opola. – Na spotkanie namówiła mnie koleżanka z Jeleniej Góry. Zachęcała, żebym wyszedł z domu, poznał fajnych ludzi i poczuł wspaniałą atmosferę. Ona już była tu kilka razy wcześniej. Wiedziałem, że będą ciekawi goście jak np. Jasiek Mela i o. Tomasz Nowak. To mnie także zachęciło – mówi Michał Porażko z Opola.

17-latek dodaje, że nie uczestniczył jeszcze w podobnym wydarzeniu i przede wszystkich chce, jako osoba wierząca, odnowić swoją relację z Bogiem oraz zawiązać ciekawe relacje z rówieśnikami.

– Muszę się przyznać, że nie przyjechałem tutaj z żadnymi oczekiwaniami, ale z nadziejami. Liczę na samego siebie, że uda mi się poprawić relacje z Bogiem, otworzyć się na Jego działanie, bo czasem widzę, jak jestem zamknięty. Chcę podkreślić, że nie przyjechałem tutaj, żeby coś wyciągnąć od Boga. Widzę, że dużo mi daje i za to powinienem Mu być wdzięczny – podkreśla uczeń drugiej klasy liceum.

Młodzi w pierwszy dzień integrowali się przy wspólnych tańcach oraz podczas pracy w grupach. Wszyscy zostali podzieleni na małe grupki dzielenia, które prowadzą specjalnie przygotowani animatorzy.

– Mam 89 lat i 8 miesięcy i wam życzę tego samego! Jezus to nie jest bzdura, to nie jest dewocja. Cieszę się, że przyjechaliście tutaj. Życzę wam wytrwania, bo kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. To, że tu przybyliście, jest naszą nie tylko nadzieją, ale i wielką radością na dzisiaj. Jesteśmy z wami całym sercem. Św. Augustyn powiedział: „Dla was jestem biskupem, a z wami jestem chrześcijaninem”. Z wami jesteśmy tacy sami i będziemy wam pomagać, jak potrafimy – przemawiał ze sceny benedyktyn o. Leon Knabit, stały gość Spotkania Młodych od lat.

Zwieńczeniem dnia był koncert Fisheclectic i Apel Jasnogórski.

– Przyjechałam na spotkanie po raz szósty. Zawsze przeżywam tutaj wspaniały czas we wspólnocie rówieśników, którzy wyznają takie same wartości. Już po raz trzeci zabrałam tutaj mojego chłopaka Marcina, który również wierzy w Boga. Pamiętam, że za pierwszym razem się wzbraniał, ale szybko poczuł ten wspaniały klimat, który tworzy chrześcijańska młodzież. A teraz w tym roku udało nam się namówić rodzeństwo do Legnickiego Pola. Ja siostrę, a on brata i siostrę – mówi studentka Natalia Kożuch, zaangażowana w służbę medialną.

Pełna fotorelacja na stronie Legnickiego Gościa Niedzielnego Legnickiego Gościa Niedzielnego.

foto: Maciej Rajfur

Scroll to top